Park Narodowy Rondane PDF Drukuj Email
Publikacje - Relacje
Wpisany przez Włodek Kościelniak   
poniedziałek, 25 listopad 2013 21:29

Będąc jeszcze na Fjorda, tydzień wcześniej, wpadłem na pomysł, aby zanim zima nastąpi pojechać do Parku Narodowego Rondane. Byliśmy tam już dwa razy, ale za każdym razem pogoda była niesprzyjająca. Tym razem miało być inaczej.

Wyjechaliśmy w piątek po południu. Trudno było uniknąć korków, więc nasza podróż się znacznie wydłużyła. Z Oslo podążaliśmy drogą E6 na północ aż do Otta, gdzie skręciliśmy do Mysuseter. Na miejscu byliśmy po dwudziestej pierwszej. Na końcu drogi jest parking, gdzie zostawiliśmy nasze auto i dalej ruszyliśmy pieszo do schroniska Rondvassbu.

Było nas trzech, Artur, Piotr i piszący te słowa Włodek. Szliśmy szybko, niebo nad nami błyszczało gwiazdami, droga mleczna rozlewała się od horyzontu po horyzont. Dawno nie widzieliśmy tylu spadających gwiazd. To dobra wróżba na nadchodzące dwa dni.

Przespaliśmy noc w schronisku, czekając na drugą cześć ekipy, która miała wyjechać ok. osiemnastej z Oslo. Niestety schronisko Rondvassbu umiejscowione jest na końcu doliny i nie ma tam zasięgu sieci komórkowych, dlatego musieliśmy polegać na tym, co ustaliliśmy wcześniej. 

Rankiem przywitało nas piękne słońce przebijające się miedzy zachmurzonymi szczytami. Od razu wypadliśmy z aparatami starając się uwiecznić te chwile.

Fot. Artur Dziuba

Po śniadaniu, widząc, że naszych ludzi jeszcze nie ma postanowiliśmy wyruszyć w góry. Wspięliśmy się na szlak z nadzieją, że gdy wejdziemy wyżej, odnajdziemy zasięg. Tak też się stało. Okazało się, że pozostali nocowali w okolicach parkingu, gdyż dojechali do niego bardzo późno. Umówiliśmy się zatem, że spotkamy się na trasie.

Fot. Włodek Kościelniak

Z minuty na minutę pogoda się poprawiała, chmury unosiły się coraz wyżej. Szlak prowadził do doliny Rondholbekken, skąd piął się na najwyższy szczyt Rondane - Rondeslottet (2178 m.n.p.m.). 

Fot. Włodek Kościelniak

W dolinie pogoda gwałtownie się zmieniła i zaczął padać śnieg. Nam to nie przeszkadzało, szliśmy coraz wyżej przystając co jakiś czas, aby robić zdjęcia. 

Fot. Włodek Kościelniak

Fot. Piotr Gregorczyk

Fot. Włodek Kościelniak

Fot. Włodek Kościelniak

Na końcu doliny szlak stał się bardziej stromy, prowadząc w śniegu aż do przełączy na wysokości około 1800 m.n.p.m. 

Fot. Piotr Gregorczyk

Fot. Włodek Kościelniak

Fot. Włodek Kościelniak

Tam warunki znacznie się pogorszyły, wiał silny wiatr. Wielu z napotkanych turystów zawracało z tego właśnie miejsca. 

Fot. Włodek Kościelniak

Kilka osób, które chciały się wspinać wyżej, szybko porzuciło ten pomysł. Dwójka Norwegów zrobiła sobie biwak w swoich pałatkach.

Fot. Włodek Kościelniak

Nie byliśmy zbyt dobrze wyekwipowani, gdyż nie spodziewaliśmy się, aż tak złych warunków, więc dalsza podróż nie miała sensu.  Dlatego zdecydowaliśmy, że nie będziemy szli dalej i rozpoczęliśmy drogą powrotną. W połowie doliny spotkaliśmy się z drugą częścią ekipy, która wreszcie do nas dotarła. 

Fot. Kalina Frączyńska

Fot. Włodek Kościelniak

Było już na tyle późno, że zdecydowali się wrócić z nami do schroniska. Po drodze wykonaliśmy jeszcze sto tysięcy zdjęć aż do zapadnięcia zmroku.

Fot. Artur Dziuba

Fot. Piotr Gregorczyk

Fot. Włodek Kościelniak

Fot. Włodek Kościelniak

Fot. Włodek Kościelniak

Wieczorem spotkaliśmy się wszyscy przy ognisku, które zapłonęło koło namiotów naszych przyjaciół rozbitych kilkaset metrów od schroniska. 

Następnego dnia rano wymeldowaliśmy się z pokoju, wpisaliśmy się do księgi pamiątkowej i zrobiliśmy sobie już tradycyjne zdjęcie przy schronisku. 

Fot. Włodek Kościelniak

Fot. Włodek Kościelniak

Pozostały czas, co oczywiste, wykorzystaliśmy na fotografowanie okolicy. Warunki były coraz lepsze.

Fot. Piotr Gregorczyk

Fot. Kalina Frączyńska

Fot. Kalina Frączyńska

Fot. Włodek Kościelniak

Po zrobieniu zdjęcia pamiątkowego całej ekipy, nasza trójka ruszyła w stronę parkingu, gdzie zostawiliśmy samochód. Wtedy to chmury rozeszły się na dobre, ukazując piękną panoramę Rondane z najwyższym, niestety nie zdobytym szczytem Rondeslottet. Oj, cóż to był za widok!

Fot. Kalina Frączyńska

Fot. Włodek Kościelniak

Jedno jest pewne, wrócimy tu jeszcze kiedyś, tym razem wcześniej, zapewne w sierpniu, aby wejść na Rondeslottet i popatrzeć na świat z najwyższego szczytu tego górskiego pasma.

Tutaj znajduje się nasza relacja video:

Dla zainteresowanych podajemy trasę dojazdu: 


View Larger Map

 

Twoje uprawnienia nie pozwalają na dodawanie komentarza.