W canoe po wodnych labiryntach Fjorda PDF Print E-mail
Publications - Reports
Written by Włodek Kościelniak   
Wednesday, 02 October 2013 22:06
There are no translations available.

Na Fjorda byliśmy już kilka razy. Tym razem doszło do Klubu sporo nowych osób, więc dla nich ta wyprawa odbyła się po raz pierwszy. Choć ja byłam tam już trzy razy, raz zaliczając nawet nieplanowaną kąpiel, lubię to miejsce, ten spokój, ciszę i kawał dzikiej przyrody. 

Ale po kolei… Fjorda to kompleks wodny, połączonych ze sobą jezior. Taki wodny labirynt. Wyprawa z Oslo zajmuje ok. dwóch godzin jazdy samochodem. Na miejscu można wypożyczyć canoe a potem pływać nawet kilka dni po okolicznych jeziorach i zakamarkach. My ograniczyliśmy się tylko do dwóch ale za to jak zwykle bardzo intensywnych. 

Po przybyciu do przystani i „zaokrętowaniu” się wyruszyliśmy w kilkugodzinny rekonesans po południowej części kompleksu. Pływaliśmy przybijając od czasu do czasu do napotkanej wysepki w poszukiwaniu grzybów. Niestety było ich tyle co ryb w wodzie, czyli zwyczajnie nic. Ani grzybów, ani ryb z Fjorda zatem do domu nie przywieźliśmy. 

fot. Piotr Niziołek

fot. Piotr Niziołek

fot. Piotr Niziołek

fot. Piotr Niziołek

Jeziora najeżone są licznymi wystającymi skałami. Niektóre są oznakowane, inne nie…

fot. Piotr Niziołek

Po południu przybiliśmy do brzegu. Rozbiliśmy namioty i rozpalili ognisko. Należało się spieszyć gdyż większość pól namiotowych była już pozajmowana. To, do którego przybiliśmy okazało się być puste. Od razu rozpoczęliśmy okupację ☺

fot. Piotr Niziołek

fot. Piotr Niziołek

fot. Piotr Niziołek

Rozpaliliśmy ognisko i w ruch poszły pierwsze kiełbaski. Po posiłku część udała się ponownie do swoich canoe i kontynuowała zwiedzanie zakamarków jeziora. Sebastian nie zdążył, bo… wpadł do wody. Ot, tak po prostu, wchodząc do swojej łodzi ☺ Cóż, przynajmniej nie musiał płynąć do brzegu ☺ 

Ci, którzy pozostali w obozie rozpoczęli przygotowania do pieczenia zapiekanki. Mieliśmy masę produktów i trzy kociołki. Oj, było krojenia! 

fot. Piotr Niziołek

fot. Włodek Kościelniak

fot. Włodek Kościelniak

fot. Piotr Niziołek

fot. Piotr Niziołek

fot. Piotr Niziołek

 Po powrocie grupy eksploracyjnej zaczęliśmy część nieoficjalną czyli typową posiadówkę przy ognisku. Jedzenie, picie, pogadanki trwały do późnych godzin nocnych. 

fot. Piotr Niziołek

fot. Piotr Niziołek/Włodek Kościelniak

fot. Włodek Kościelniak

Na drugi dzień, po śniadaniu, złożyliśmy obóz, dogasili ognisko i ruszyliśmy w drogę powrotną, do przystani, gdzie oddaliśmy sprzęt. Wsiedliśmy do samochodów i udaliśmy się w drogę powrotną.

fot. Monika

fot. Monika

 

 

 

Twoje uprawnienia nie pozwalają na dodawanie komentarza.