Rafting! PDF Drukuj Email
Publikacje - Relacje
Wpisany przez Staszek Kuczorski   
poniedziałek, 17 czerwiec 2013 19:45

 

Wreszcie nadszedł długo oczekiwany czas raftingu. W piątek po południu spakowaliśmy się do dwóch samochodów i wyruszyliśmy w drogę do LOM. Z  Oslo wystartowało nas siedmioro Asia, Ela, Janusz, Robert, Piotr, Andrzej oraz moja skromna osoba. Po drodze w Hamar dobili do nas Aneta i Radek. Udało się dotrzeć bez przygód na camping około 22. Właściciel Jan, francuz, jakby na nas czekał. Po zakwaterowaniu nastąpiła integracja przy ognisku. Na drugi dzień o godz. 13 zaczęliśmy  przygodę na pontonach. Po wstępnych szkoleniach padło hasło „na wodę!”. Było cudownie! Przechodziliśmy wszyscy niemalże stany przedorgazmowe. Najlepsze były skoki do wody w kipiel. Po powrocie część ekipy padła i spała, a część kąpała się w balii. Wieczorem dojechała reszta ekipy w sile 15 osób.

/Staszek Kuczorski

 

Niektórzy musieli w sobotę pracować, dlatego liczną grupą wyruszyliśmy dopiero w sobotę po południu. Poupychaliśmy się do trzech samochodów i w gaz. W miłych nastrojach dotarliśmy do celu. Po długiej podróży zgłodnieliśmy, więc od razu wzięliśmy się za przygotowywanie pikniku. Jak już się najedliśmy to postanowiliśmy się poruszać. Co robimy, spacer? Hmm nie.. a może piłka? Hmm tylko czy ktoś wziął piłkę? Oczywiście, że zawsze przy sobie piłkę ma Franek! Tak, więc, został on kapitanem, podzielił nas na dwie drużyny i zaczęliśmy mecz. Jakie tam były emocje, jakie zaangażowanie i determinacja! Kilkanaście osób na boisku, zamieszanie, krzyk i śmiech tak głośny, że na pewno obudził pół wioski. Gdy zorientowaliśmy się, że jest już prawie północ to przenieśliśmy zabawę do balii. Na dworze zaledwie 14 stopni, ale woda w balii gorąca. Tak gorąca, że szybko rozgrzała całe towarzystwo. Następnego dnia wczesna pobudka, bo już o jedenastej musieliśmy stawić się w bazie. Po przybyciu na miejsce, dostaliśmy kaski, pianki, kapoki i wiosła oraz kilka instrukcji jak się zachować na pontonie oraz w wodzie. Trudno było zachować spokój, gdy okazało się, że woda ma tylko trzy stopnie. Sternik krzyknął" "do łodzi" i po chwili płynęliśmy po wzburzonych falach górskiego potoku. Siedzący na dziobie najczęściej dostawali w twarz ścianą lodowatej wody. Jednak niewzruszeni dzielnie kierowali całą grupą. Raz pomiędzy skałami w wąskim wąwozie, raz wśród łąk i pól. Gdy nurt był nieco słabszy można było wskoczyć do wody. Była też walka między pontonami, kto kogo bardziej ochlapie wodą. Nie mogło zabraknąć prawdziwych emocji, jeden z pontonów zaliczył wywrotkę. Przez moment było widać przerażenie na twarzach rozbitków, ale już po chwili cała grupa została uratowana. Jeden wciągał drugiego, sprawnie i żwawo. Egzamin z koleżeństwa zdany na szóstkę. Nagle przypłynęliśmy do brzegu. Czy to już koniec zabawy? Otóż nie. Wtedy stanęliśmy nad przepaścią. Wir wody wciągał nas po kolei i wyrzucał dziesięć metrów dalej. Na deser przygotowana była jeszcze lepsza atrakcja – skok z mostu. Nie wszyscy się odważyli, ale ci, którzy to zrobili zostali bohaterami wycieczki.  Myślę, że każdy po tej wyprawie pomyślał, że gdyby miał powtórzyć spływ to zrobiłby to jeszcze raz bez wahania. Rafting to zdecydowanie pozytywna adrenalina, niezapomniane wrażenia, niesamowite widoki i świetna zabawa.

/Iza Polińska

 

 

Twoje uprawnienia nie pozwalają na dodawanie komentarza.