Relacja z biwaku zimowego PDF Drukuj Email
Publikacje - Relacje
Wpisany przez Robert Koziarski   
poniedziałek, 18 marzec 2013 22:39

Stachu już od pewnego czasu dopytywał, kiedy wybieramy się na biwak zimowy w tym roku. 

Nasz zeszłoroczny wyjazd w śniegi pod namiot tak mu się spodobał, że stwierdził, że musimy to powtórzyć koniecznie.  Stwierdziliśmy, że w tym roku lepiej będzie zorganizować  go bliżej Oslo, tak aby każdy chętny mógł łatwo dotrzeć do obozowiska na nartach lub pieszo i aby ci którzy nie zdecydują się spać na mrozie, mogli sprawnie powrócić do ciepłych domków. Wybraliśmy wstępnie Nordmarka, lasy na północ od miasta są zawsze „pewniakiem” w takich przypadkach. Wyszukałem miejsce, które wydawało się wymarzone do tego celu: wyspa Storholmen na urokliwym jeziorze Øyungen. Dojście ze Skar (Mariadalen), gdze znajduje sie parking i przystanek końcowy autobusu 51 z Oslo. Trasa narciarska biegnie od parkingu przez jezioro i wystarczy  odbić w lewo, by dotrzeć do naszej wyspy. 

 

Wcześniej panowały już łagodne, niemal wiosenne temperatury, jednak prognoza na ten weekend zapowiadała ochłodzenie  do -12 st. w nocy. Hmm... w końcu to biwak zimowy...  

Już w piątek wyruszyłem z namiotem lavvu, aby zająć wybrane miejsce. Nordmarka na granicy z Oslo jest popularna i jak się później okazało, mieliśmy sąsiada, Norwega z psem. Rozbił namiot na przeciwległym brzegu i nawet złożył kurtuazyjną wizytę w nazajutrz w naszym obozie . Namiot pozostał pusty na noc, a ja wróciłem do domu.

W sobotę rano zgodnie z planem załadowaliśmy ze Stachem wszystkie rzeczy do samochodu, ubraliśmy nasze zimowe mundurki i wyruszyliśmy na umówione miejsce w Skar. Na miejscu czekał już Piotrek , reszta miała dołączyć później. Niestety dwoje uczestników się rozchorowało i musiało pozostać w domu.

My ruszyliśmy w kierunku obozu z plecakami, ciągnąc na toboganie cięższe wyposażenie biwakowe. Najwięcej miejsca zajmowało oczywiście drewno na ognisko, które trzeba ciągnąć do lasu. Cóż, takie czasy.

Droga pod górkę minęła szybko mimo ciężkich bagaży dzięki rozmowie. Z Piotrkiem dopiero się poznawaliśmy, bo dołączył do Klubu niedawno. Zaczął prószyć świeży śnieg, którego nie spodziewaliśmy się już w tym roku. Po dotarciu na miejsce Piotrek ze Stachem zaczęli zagospodarowywać teren, a ja ruszyłem na dół z saneczkami po pozostale wyposażenie. Było tego jeszcze dwa kursy . W międzyczasie dotarło ze mną ze Skar pozostalych dwóch uczestników biwaku. 

W obozie płonęło ognisko, a na kuchence grzał się garnek z gęstą zupką selerowo-paprykowa Stacha, która przybyła do nas w dużym garnku. Na takim mrozie pycha! 

Wyszło słońce i mieliśmy piękne popołudnie. Rozmowy przy ognisku, strzelanie z pistoletu pneumtycznego do tarczy, czas biegł szybko. Po poludniu Piotr 1 i Piotr 2 przystali na moją propozycję wyprawy na pobliską górę Øyungskollen w rakietach śnieżnych na nogach. Dla nich obu było to pierwsze doświadczenie z tym wyposażeniem i byli bardzo ciekawi jak to jest. Droga przez las stromo pod górę po nieprzetartym szlaku pokazała zalety takiego wędrowania. Nawiązała się rozmowa o wyprawach polarnych Shackeltona. Piotr 1 okazał się kopalnią wiedzy w tym temacie. Po dotarciu na szczyt ukazał się nam piękny, rozlegly widok w dół. Piotr 2, dzielny fotograf rozłożył statyw i zaczął robić wieczorne zdjecia krajobrazowe. Po zejściu na dół obaj stwierdzili, że rakiety to jest to. 

\

Wieczorem temperatura zaczęła szybko spadać, więc schroniliśmy się w lavvu, w którym zapłonęło małe ognisko w  specjalnym koszu na maszcie. To wielka zaleta takiego namiotu, można wewnątrz  gromadzić się wokół ogniska.. Rozmowy przy glogu przygotowanym na kuchence turystycznej, „szpeku pieczonym” i kiełbasce z ogniska to smak życia obozowego. 

Czas mijał szybko, Piotr z Dorota zdecydowali wrócić do domu, choć było tak przyjemnie, że czekali do ostatniego autobusu, a potem musieli szybko schodzić, by zdążyć.

My, którzy pozostaliśmy w namiocie, przygotowaliśmy się do snu na śniegu. Wygasiliśmy ognisko, a okazało się, że temperatura w nocy spadła do -16 stopni  i nawet w naszych zimowych spiworach było nieco chłodnawo. 

Rano przywitał nas piekny, słoneczny wschód słońca. Wszystko oszronione,  oświetlone pięknym światłem poranka. Ognisko w namiocie zapłonęło ponownie i  nas rozgrzało, temperatura na zewnątrz też zaczęła się powoli podnosić. 

Herbata w czajniku  i reszta glogu zamarzła, ale nasza kuchenka sobie dzielnie z tym poradziła. Po pewnym czasie rozpoczęliśmy przygotowania do zwijania obozu. Potrwało to trochę, bo sporo tego „majdanu” zabiera się na biwak zimowy. Koniec końców wyruszyliśmy w drogę powrotną. Bez drewna udało się spakować za jednym razem. Ja ze Stachem zjechaliśmy na  nartach, a Piotr dzielnie ciągnął tobogan.

Na parkingu w Skar ostanie zdjęcia, podziękowaliśmy sobie wzajemnie za udany biwak i ruszyliśmy w drogę do domów. 

Do następnej wyprawy!

 

Twoje uprawnienia nie pozwalają na dodawanie komentarza.